Źródła

Wyczerpałam do cna hojne źródła życia
Krwiste głosy przodków w moich żyłach płynące
Rezonują przez bystrych wód mych tętno
Przez zgrubiałe, poprute tkanki i kości
Bębny tępo dudniące w rytm muzyki świata
Gromki okrzyki tanecznej orgii
A wszystkie moje matki, w rzędzie ustawione
Stoją mirażem, oczyma w moją stronę zwrócone
Patrzą z łagodnym stoickim spokojem
Jakby moje wnętrza na przestrzał widziały,
Na wylot znały moją duszę i ciało
A wszystkie, jak jeden mąż, pomarły
I nie ma kto za mnie się modlić do Boga