Samotność


Samotności, moja przyjaciółko
Znam Cię już dobrych kilka lat
W jednym gnieździe żyjemy, moja jaskółko
Bliźniaczy, symetryczny poznałyśmy świat
Dzielimy prześcieradła, kołdry i poduszki
Lustrzane odbicie, kukułczy głos
Na sercu zaległy jaskółczy niepokój
Czeszemy swe pióra, nawzajem, pod włos
Oddałam Ci co było, na wyłączność, moje
Zrzekłam się wspomnień, myśli i prawd
Oddać bym Ci chciała te szare nastroje
Samotność najlepiej odchorować
We dwoje.

Nocne światła

Chłodny dreszcz przeszywa moją cienką skórę
Jakże bym chciała tej bladej nocy nie spać w ogóle
i patrzeć w okna zapalone
Na lampy uliczne
Ludzi na dole
i myśleć o Tobie
Powietrzem świeżym i przezroczystym napełniam płuca
Coś mnie przyciąga w istocie ciemności
Strach szatę swą zrzuca
Gdy twarzą w twarz stoimy przed sobą
Ja i bezkres absolutności
Światła pląsają się jednostajnie
Suną dokądś w pośpiechu
Czas staje w miejscu
Płyną pod prąd godziny nieruchome
Ja czekam cierpliwie na zapomnienie
Na gęste odrętwienie
Ja czekam i tonę