Nie poznałam smaku Twojego istnienia
Choć zapach Twój od dawna tak dobrze znam
Węgielne Twe oczy błyszczą szarym cieniem
Choć wzrok Twój nie spoczął na mnie od lat
i tylko migawki, jak na ciemnej scenie
Grasz w pustkę, ja widzę i słyszę Twój płacz
Odbite Twe słowa wędrują nad nami
Jakby stała pomiędzy bezczelna tafla szkła
Krzyczysz we mnie a krzycząc ranisz się sam
Zza mgły się wyłania zarys Twojej twarzy
Raz się pojawia, raz znika, Ty tak już masz.

Nie chodzimy tymi samymi drogami
Więc nie błądzisz zapewne tak jak ja
Zgaszonymi, nocnymi podążam ulicami
Aż mnie zastanie błogi świt, zwiastun dnia
A Ty się snujesz za mną jak cień nieproszony
Tułamy się razem, dwie dusze bez snu
Dokądkolwiek zaniosą nas myśli niesprawne
Plączemy się
W chaosie ulic nie mogąc się znaleźć.