Na takim końcu świata

Jesteś stąpnięciem
W pustym kościele
Niesiesz się echem
Przez ciszę i szepty
Unosi się leniwie
Nad naszymi głowami
Żar siedmiu słońc
A pomiędzy nami
Duchota wdychana
Czerstwymi ustami
Parzy skórę i parzy
Policzki naszych twarzy
Na takim końcu świata
Płomień trawi najmocniej
Rozgrzewa kamienie
Na proch wysusza ziemię
Na takim końcu świata
Stoimy my, woskowe figury
I ani drżymy
Dalej czeka nas
Jałowa ochłoda
Dalej już tylko
Klif,
Uskok,
Woda.